Duży w podróży

Święta Bożego Narodzenia na Ukrainie

Święta Bożego Narodzenia na Ukrainie obchodzone są głównie według kalendarza juliańskiego. Oznacza to, że do wigilijnej kolacji prawosławni wierni siadają dwa tygodnie później niż w Polsce. Obrządek jest podobny do katolickiego, chociaż czasem rządzi się też swoimi prawami.

Na wigilijnym stole nie może zabraknąć kutii – tradycyjnej potrawy kuchni ukraińskiej. Oprócz tego jada się między innymi ryby, barszcz, pierogi, grzyby oraz popija kompot z suszonych owoców. Zamiast opłatkiem, domownicy dzielą się prosforą, czyli poświęconym w cerkwi chlebem. Pod obrus wkłada się sianko, a na rogach stołu ustawia się główki czosnku, aby wypędzić złe duchy. Do wieczerzy siada się dopiero wtedy, gdy na niebie pojawi się pierwsza gwiazda.

W dniu Bożego Narodzenia wierni udają się do cerkwi aby ucałować ikonę. Potem spotykają się z rodziną i wspólnie spędzają czas. Domy odwiedzają kolędnicy, którzy obowiązkowo muszą być przebrani za przeróżne postaci. Przyjmowanie grupy kolędników, która z reguły liczy kilka, a nawet kilkanaście osób, traktowane jest jako dobra wróżba.

Kolędnicy na Prospekcie Swobody. Rozmaite stroje są niezbędnym atrybutem podczas kolędowania.
Kolędnicy na Prospekcie Swobody. Rozmaite stroje są niezbędnym atrybutem podczas kolędowania.

Na przełomie 13 i 14 stycznia obchodzi się Małankę oraz Stary Nowy Rok, a 18 stycznia Drugą Wigilię. Cały okres świąteczny trwa aż do 19 stycznia i kończy w dniu Chrztu Pańskiego, podczas którego z cerkwi rusza procesja nad rzekę, aby poświęcić wodę, którą wierni zabierają do domów.

W drodze na święta

Wyruszamy z Krakowa w przeddzień wigilii, chwilę po 18:00. Chcemy na spokojnie przekroczyć granicę i być we Lwowie jeszcze przed świętami. Okazuje się jednak, że na przejściu granicznym czeka już sznur samochodów i do odstania mamy ładnych kilka godzin. W kolejce stoją Ukraińcy wracający do domów, ale także turyści z Polski, Niemiec i Czech. Na zewnątrz -8 stopni Celsjusza. Staramy się zapełnić czas filmami, ale dłuży nam się niemiłosiernie. W efekcie na Ukrainę wjeżdżamy dopiero po 6 godzinach, a we Lwowie meldujemy się o 5:00 lokalnego czasu. Cała podróż trwa więc równe 10 godzin.

Jarmark Świąteczny

Bardzo mroźny piątkowy dzień nie jest przeszkodą w spacerze po mieście. Idziemy na rynek, gdzie w okół ratusza rozstawiono rzędy drewnianych budek. W sporej części z nich sprzedaje się pamiątki i lokalne produkty, w innych kupić można ciepły posiłek i grzańca pod wieloma różnymi postaciami. Obok, na lodowisku, dzieciaki próbują swoich sił na łyżwach, a po przeciwnej stronie ratusza trwają jasełka, które ogląda tłum gapiów. Sklepy i lokale również są otwarte – to najlepszy czas na zarobek.

Z rynku idziemy na Prospekt Swobody (Проспект Свободы). Szpaler stoisk ciągnie się od Opery, aż po pomnik Szewczenki. Jest mnóstwo ludzi, słychać śpiewy, panuje wesoła i świąteczna atmosfera. Można tu kupić gadżety, które nie różnią się niczym specjalnym od tych sprzedawanych w innych krajach, ale prawdziwą gratką jest rękodzieło i tradycyjne ukraińskie wyroby. Oprócz tego oko cieszą ozdoby świąteczne. Na rozgrzewkę kupujemy Medowuchę (Mедовуха), czyli grzany miód pitny, który w tych warunkach smakuje wręcz wyśmienicie.

Medowucha, czyli miód pitny. Jeden kubeczek rozgrzewa w największe mrozy!
Medowucha, czyli miód pitny. Jeden kubeczek rozgrzewa w największe mrozy!

Świąteczny spacer i oblężenie Lwowa

Mróz trzyma nieustannie. Na termometrze -20 stopni Celsjusza, ale postanawiamy mimo wszystko wyjść na mały sobotni spacer. Całe miasto przykryte jest śniegiem, a to dodaje mu prawdziwie świątecznego charakteru. Idziemy przez Park Kultury im. Bogdana Chmielnickiego. Śnieg głośno skrzypi pod nogami, a delikatny wiatr potęguje chłód. Na szczęście świeci też słońce. Po niedługim czasie wkraczamy na teren Parku Stryjskiego. To jeden z największych lwowskich parków, którego powierzchnia liczy 52 ha. Spacerujemy tylko niewielkim jego fragmentem, ale od razu widać, że to naprawdę piękny i rozległy park.

Park Kultury i Wypocznynku we Lwowie.
Park Kultury i Odpocznynku we Lwowie.

Przed zmrokiem ruszamy w stronę centrum. Chylące się ku zachodowi słońce oblewa ciepłymi barwami całe miasto. Mamy ochotę posiedzieć w którymś ze znanych lwowskich lokali, ale okazuje się, że miejsc już dawno nie ma! W środku każdej restauracji kolejka ludzi czeka na wolny stolik. Puby w centrum przeżywają prawdziwe oblężenie. Nawet te bardziej odległe knajpki nie są w stanie zaoferować nam ani jednego wolnego stolika. Kilka razy odchodzimy z kwitkiem, ale wreszcie trafiamy do „Pinokia”, gdzie spokojnie siadamy przy piwie i pysznych przekąskach z grilla.

Świąteczna atmosfera najbardziej odczuwalna jest po zmroku.
Świąteczna atmosfera najbardziej odczuwalna jest po zmroku.

W drodze powrotnej nie możemy sobie odmówić przejścia oświetlonym światełkami Prospektem Swobody. Idziemy też zajrzeć do wnętrza Kościoła Bernardynów, ale zastajemy tylko zamknięte drzwi. Wstępujemy za to do pobliskiej kawiarni, a potem wracamy tramwajem do mieszkania. Tam spędzamy wesoły wieczór przy koniaku, muzyce i ukraińskiej wersji programu „Mam talent”.

Klimat Bożego Narodzenia

W niedzielę przed południem wychodzę jeszcze raz przyjrzeć się miastu. Samo centrum nie jest przesadnie udekorowane, lecz subtelnie przypomina o trwających świętach. Sklepy i restauracje we własnym zakresie tworzą na witrynach klimat Bożego Narodzenia. Spacerowiczów nie jest wielu – dopiero po południu zacznie ich przybywać. Spotykam też grupę kolędników w kolorowych strojach. Robią niesamowite wrażenie.

Po obiedzie czas wracać do Polski. Jedziemy jeszcze do centrum na niewielkie zakupy. Zachęceni śpiewem dobiegającym z Kościoła Bernardynów wchodzimy najpierw do świątyni. Przebijamy się przez tłum ludzi prosto pod ołtarz, gdzie trwają jasełka w wykonaniu dzieci. Najmłodszy uczestnik jasełek ma około 5 lat. Czuć świąteczny klimat i radosną atmosferę.

Po 13:00 opuszczamy miasto. Droga do granicy upływa szybko, lecz ponownie stajemy w korku. Oznacza to dla nas kolejne godziny oczekiwania. Co ciekawe przed przejściem granicznym czas umila nam kolejna grupa kolędników. Za niewielką kwotę śpiewają kolędy i prezentują przygotowane przez siebie postaci. To bardzo przyjemna tradycja i imponująca pod względem pracy, jaką każdy z kolędników musiał włożyć w swój wizerunek.

Do domu wracamy dopiero późnym wieczorem.

 Święta, święta i po świętach

Dla mnie to pierwsze takie święta, ale być może nie ostatnie. Chociaż we Lwowie spędziłem tylko dwa dni, to udało mi się poznać część ze zwyczajów, o których wcześniej nawet nie słyszałem. Na pewno jest jeszcze wiele do odkrycia, szczególnie we wschodnich regionach Ukrainy, gdzie święta wyglądają zdecydowanie bardziej tradycyjnie. Lwów bowiem, jak każde turystyczne miasto, oferuje „święta dla każdego” – można pójść do knajpy, można zwiedzać zabytki, można spędzić czas w gronie rodziny. Klimat Bożego Narodzenia jest oczywiście głównym motywem, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby udać się na wycieczkę z przewodnikiem lub zajrzeć do popularnych miejsc w centrum. Potwierdza to ogromna ilość ludzi odwiedzających miasto w trakcie tego czasu.

PS. Nowe słówko, którego nauczyłem się za wschodnią granicą Polski to „вареники”, czyli pierogi.

Michał

Mistrz Europy Centralnej, dwukrotny Mistrz Słowacji i Wicemistrz Polski w klasie w rajdach samochodowych. Czterokrotnie przepłynął Wisłę od źródeł do ujścia. Poszukiwacz przygód i nowych możliwości. Pasjonat podróży, fotografii, motoryzacji, sportów ekstremalnych i jazdy na rowerze.

Dodaj komentarz